Muzeum Historii Polski English

Partner strategiczny

Muzeum Historii Polski

Partnerzy

MSZ RP
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego
 NBP
UW

Partnerzy medialni

 Polskie Radio
 TVP

Słownik biograficzny Jana Karskiego

 

Autor: Łukasz Wojtysko

Współpraca: Wojciech Białożyt

 

Wstęp

„Pan jest geniuszem. Zupełnie jakbym tego faceta gdzieś widział, tylko nie wiem gdzie” – powiedział Jan Karski pod koniec 1939 roku do warszawskiego fotografa, który przyniósł mu jego zdjęcie, wywołane chwilę wcześniej w konspiracyjnym zakładzie. Odbitka miała zostać umieszczona w dostarczonym przez podziemie fałszywym dokumencie osobistym, tzw. kennkarcie. Zadanie fotografa polegało na wykonaniu i wyretuszowaniu zdjęcia w taki sposób, aby było ono podobne do Karskiego, ale jednocześnie na tyle nieostre, by mógł się on go wyprzeć. Karski był zafascynowany swoją własną-nie-własną twarzą, portretem, na którym widział siebie i kogoś innego. Historia ta okazała się osobliwą prefiguracją jego późniejszych losów, Karski stał się przecież nie tylko działaczem polskiego podziemia, ale również świadkiem Zagłady i nośnikiem wołania o pomoc tych, którzy własnej twarzy zostali pozbawieni. Będąc agentem zmieniał tożsamości, będąc świadkiem – musiał odtwarzać to, co zapamiętał. Do końca życia jego twarz pełniła funkcję pomnika XX wieku, choć on sam wydawał się uciekać przed ostatecznym kształtem historii, jaką stało się jego życie. Karski był człowiekiem zagadkowym i wieloznacznym. Był przecież Karski młody, zaprzątnięty własnym wyglądem do tego stopnia, że nie wystąpił przeciwko gettu ławkowemu (bojówkarze narodowcy używali drewnianych lasek, w które czasem wtykali żyletki, bijąc nie tylko łamali kości, ale też zostawiali rany cięte); był Karski oficjalny, działający w służbie kraju; był też Karski autor bestsellera, czy pryncypialny profesor, surowo oceniający historię Polski, również tę współczesną. Nawet Karski bohater dokumentalnego filmu Shoah Claude’a Lanzmanna różni się od Karskiego z filmu Raport Karskiego (ten pierwszy przeżywa historię, ten drugi uświadamia mechanizmy jej działania). Jest oczywiście jeszcze jeden Karski – obiekt wspomnień, postać poddawana analizom historycznym i biograficznym.

Karski był postacią pełną paradoksów i tajemnic, osobną nawet wśród świadków Zagłady, usytuowaną pomiędzy służbą dla kraju a służbą dla ludzkości. Jego biografia to właściwie miejsce przecięcia się wielu narracji, polskich, ale też europejskich i amerykańskich. Co więcej, żaden z wizerunków i wcieleń Karskiego nie jest bardziej lub mniej prawdziwy od pozostałych, a razem tworzą obraz tyleż konkretny, co niejednoznaczny.

Zdjęcie z konspiracyjnego zakładu fotograficznego przedstawiało Karskiego i kogoś innego, uwieczniało jego rysy twarzy oraz go tych rysów pozbawiało. Niniejszy słownik został pomyślany właśnie jako takie zdjęcie, dające wyobrażenie o działalności Karskiego, ale jednocześnie uświadamiające mnogość jego osobowości i skomplikowany światopogląd historyczny oraz religijny.

Słownik składa się z 14 różnych haseł. Każde z nich odnosi się do 14 różnych tematów, stanowiących podsumowanie konkretnego okresu bądź wątku w biografii Jana Karskiego.

 

 

Talleyrandczyk

W jednym z wywiadów Karski, mówiąc o swoich młodzieńczych planach, wyznał, że chciał zostać polskim Talleyrandem, XX-wiecznym wcieleniem słynnego francuskiego polityka, dyplomaty i ministra spraw zagranicznych. Talleyrand był postacią o wielu twarzach, dzieckiem wielu epok i wielu światów, żył w czasach Woltera, Mirabeau, Lamartine’a oraz Balzaka. Był zwolennikiem ideałów oświeceniowych, ale pozostawał sceptyczny wobec tego, co w czasach Rewolucji uznawał za przejściowe, w efekcie czego oskarżano go często o światopoglądowy cynizm. Zawsze podkreślał, że wierzy w wolność, sztukę, przemysł i bogactwo, a uosobieniem tych wartości była dla niego Francja, ważniejsza od poszczególnych rządów oraz władców, których działania oceniał w sposób bezwzględny i krytyczny. Karski fascynował się Talleyrandem do tego stopnia, że jeszcze gdy był studentem marzył o tym, by zdobyć informacje na temat każdego dnia z życia historycznej postaci. Chciał wiedzieć dosłownie wszystko i na podstawie tej wiedzy kształtować własną biografię. Jak sam powiedział, miał ambicje, by zostać ambasadorem „Wielkiej Polski”, dostać szablę i zwracać się do ministra per „Panie Kolego” - dlatego studiował dwa fakultety na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, dlatego zdecydował się na dodatkowe studium dyplomatyczne, a nawet zainteresował się retoryką.

Karski który chciał zostać ambasadorem musiał jednak przede wszystkim walczyć, choć nie robił tego z karabinem w ręce, ale wykorzystując umiejętności dyplomatyczne. Pod koniec życia opowiadał, że miał być Talleyrandem, a koniec końców stał się nauczycielem kandydatów na amerykańskich odpowiedników Talleyranda. Pod jednym jednak względem pozostał wierny swoim młodzieńczym ideałom. Nikt z bowiem z działaczy państwa podziemnego nie opisywał w tak zdystansowany sposób jak on sytuacji politycznej Polski z czasów II wojny światowej – w rezultacie czego, podobnie jak Talleyrand, bywał oskarżany o cynizm. Mówił tak o Karskim między innymi Jan Nowak-Jeziorański, przyznając jednocześnie, że wszelkie diagnozy Karskiego były najzupełniej trafne.

 

Piłsudczyk

Stosunek Jana Karskiego do postaci Józefa Piłsudskiego zmieniał się na przestrzeni lat – był różny nie tylko w poszczególnych etapach pracy jako emisariusza, ale też obrazował dokonujące się przemiany w jego światopoglądzie historycznym oraz wpływał na jego relacje rodzinne.  

W domu Karskiego panował kult Piłsudskiego: jego matka fanatycznie go wielbiła, podobnie starszy brat – Marian Kozielewski, który żeby dostać się do Legionów zdecydował się nawet uciec z domu. Kilka lat później, w 1934 roku, sam Piłsudski mianował Mariana Kozielewskiego komendantem policji w Warszawie. Karski, kiedy w 1936 roku kończył służbę wojskową, myślał tylko i wyłącznie o tym, by osiągnięte wyniki pozwoliły mu na dobra pozycję wśród piłsudczyków. Ambicje te częściowo spełniły się jeszcze przed wojną, Karski zaczął bowiem pracować w MSZ jako sekretarz Wiktora Drymmera.

Później, w 1939 roku Karski trafił za poleceniem brata do Podziemia. Spotkał się wtedy z wiceprezydentem Warszawy, działaczem konspiracyjnego Centralnego Komitetu Organizacji Niepodległościowych – Marianem Borzęckim, który z kolei zapoznał go z przedstawicielami najważniejszych ugrupowań politycznych. W trakcie oficjalnego spotkania Borzęcki skrytykował Piłsudskiego, stwierdzając między innymi, że to on, a nie Hitler budował pierwsze obozy koncentracyjne (powoływał się na Berezę Kartuską). Mimo antysanacyjnego przemówienia Karski zdecydował się na współpracę z Borzęckim i jeszcze tego samego dnia został zaprzysiężony (w ramach misji miał się spotkać między innymi z Władysławem Sikorskim i Stanisławem Kotem). Brat Karskiego nie wypytywał wtedy o szczegóły spotkania, najprawdopodobniej jednak domyślał się jego charakteru. Jeszcze w tym samym roku, przed wyjazdem Karskiego do Paryża, wezwał go do siebie i wydał własne polecenie, by ten spotkał się w Paryżu z jedynym, jak został pouczony, następcą Piłsudskiego, generałem Sosnkowskim. Karski dostał dwa sprzeczne polecenia. Obydwa wypełnił.

Podczas spotkania z Kotem Karski przedstawił się jako Piłsudczyk, ale minister pouczył go wtedy, że to nie Piłsudskiego nosi w sercu, ale jego mit. Jako piłsudczyk przedstawił się również podczas spotkania z Sosnkowskim. Kiedy jednak Marian Kozielewski dowiedział się, że Karski został przydzielony do współpracy z Kotem i przyjął tę współpracę – uznał zachowanie brata za zdradzieckie wobec pamięci Komendanta.

Po wojnie Karski ściągnął brata do Kanady i kupił mu 25-hektarową farmę, niedaleko miejsca, w którym mieszkał Sosnkowski. Kiedy wiele lat później spytał go, czy się odwiedzają, Marian Kozielewski odpowiedział, że nie, ponieważ nie mieliby o czym rozmawiać. W 1964 roku Marian Kozielewski popełnił samobójstwo. 

Karski patrzył na Piłsudskiego zawsze przez pryzmat Talleyranda. Obydwie, tak odległe czasowo od siebie postaci, opisywał w podobny sposób, niemal tak samo nazywając ich sposób politykowania. W swojej książce Wielkie mocarstwa wobec Polski, 1919-1945. Od Wersalu do Jałty pisał o nim w ten sposób: „Przed I wojną światową wstąpił do partii socjalistycznej i niebawem został jej wybitnym przywódcą. Z chwilą kiedy Polska odzyskała niepodległość, odrzucił socjalizm. Podczas wojny stanął po stronie państw centralnych (…), a następnie porzucił je (…). Wdał się wojnę z bolszewicką Rosją w roku 1920 w sojuszu z Ukraińcami. Pozostawił Ukraińców własnemu losowi w roku 1921 (…). Pod koniec życia otaczał się tajemnicą: nieuchwytny, pragmatyczny, lubował się w (…) nieprzewidzianych działaniach”.

 

Mówca

Karski zainteresował się retoryką w trakcie studiów. W 1934 roku  był laureatem konkursu oratorskiego zorganizowanego przez Uniwersytet Jana Kazimierza we Lwowie. 5 lat później umiejętność przemawiania pomogła mu uciec z niemieckiego transportu z polskimi więźniami wojennymi. Karski jechał w wagonie, w którym grupa młodych żołnierzy zdecydowała wydostać się z niewoli. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie pomoc starszych więźniów – ci jednak w pierwszym momencie odmówili jej. Wtedy głos zabrał 25-letni Jan Karski i swoją przemową przekonał wszystkich do zaplanowanej akcji. Ucieczka młodych żołnierzy udała się, a on przedostał się do Warszawy.

W trakcie wojny rozmawiał z kilkudziesięcioma przedstawicieli państw alianckich w Londynie i Waszyngtonie. W ciągu jednego tylko roku (1943/1944) wygłosił niemal w całych Stanach Zjednoczonych ponad 200 wykładów o polskim państwie podziemnym. Każdy z nich spotkał się z dużym zainteresowaniem i był komentowany w lokalnej prasie.

W rolę mówcy wcielał się również na okoliczność wykładów uniwersyteckich. Przemawiając do swoich studentów nie tylko przywoływał wypowiedzi dyskutowanych właśnie postaci, ale wcielał się w tych, których słowa cytował. Potrafił nawet naśladować ich głosy, gesty oraz sposoby mówienia - gdy opowiadał o Stalinie przemawiał jak Stalin.

W roku 1955 Karski odbył czteromiesięczny cykl wykładów sponsorowanych przez Pentagon. W tym czasie odwiedził Koreę Południową, Wietnam Południowy, Tajlandię, Kambodżę, Pakistan, Indie, Cejlon, Birmę i Filipiny. W każdym z tych krajów przekonywał do polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych, pozytywnie wypowiadał się o demokracji, kapitalizmieoraz krytykował komunizm.

6 października 1981 roku na konferencji „Odkrywanie ostatecznego rozwiązania” zorganizowanej przez Amerykańską Radę Pamięci Holocaustu Jan Karski wygłosił swoje pierwsze, słynne później, publiczne przemówienie. Na nagraniu z wydarzenia (fragment wideo dostępny jest tutaj) słychać głos, który oprócz żalu i gniewu ma w sobie również niepokój. Tego głosu nie da się pomylić z żadnym innym, a sformułowane wówczas oskarżenie brzmi niezwykle mocno, jakby od czasu zakończenia wojny nie minęły 4 dekady, ale zaledwie kilka lat. Według Karskiego, ludzkość doprowadzając do Zagłady – z nakazu lub zaniedbania, z powodu niewiedzy, na którą się świadomie zdecydowała, z braku empatii, egoizmu, hipokryzji lub bezdusznej racjonalizacji – dopuściła się drugiego grzechu pierworodnego, który będzie ją prześladował do końca czasów.

 

Świadek

W 1942 roku częścią wojennej misji Jana Karskiego stała się sprawa żydowska w okupowanej Polsce. Karski został dwukrotnie wprowadzony do getta warszawskiego oraz do obozu tranzytowego w Izbicy. Przez wiele lat był przekonany, że znalazł się w obozie zagłady w Bełżcu. Przedstawicielom Bundu i Syjonistów, którzy zabiegali o te wizyty zależało na tym by Karski zobaczył na własne oczy to, w jaki sposób mordowani są Żydzi, by nie przekazywał informacji z drugich ust. Miało to gwarantować, że słowa Karskiego –  naocznego świadka zostaną zalegitymizowane jego własną pamięcią oraz pełnioną przez niego rolą emisariusza i nie będzie można podważyć ich prawdziwości. W ten sposób została mu przydzielona rola świadka. Karski spełnił to zadanie nie tylko zdając relację z wydarzenia, które zostało zapisane oraz zapamiętane, ale przede wszystkim jego pamięć stała się pamięcią społeczności.

Informacje o niemieckich obozach zagłady docierały na Zachód już wcześniej, ale Karski miał być pierwszym, który widział Zagładę na własne oczy. Jego zadanie polegało również na tym, by w trakcie spotkań w Londynie i Waszyngtonie, nakłonić przedstawicieli państw alianckich do uznania, że zatrzymanie Holocaustu jest jednym ze strategicznych celów wojennych.

Po raz drugi Jan Karski stał się świadkiem w filmie Claude’a Lanzmanna Shoah. Początkowo nie chciał zgodzić się na rozmowę i dokumentację filmową, tłumacząc, że to, czego doświadczył 35 lat wcześniej w getcie warszawskim i w obozie w Izbicy nie pozwala mu mówić. Lanzmann przekonał go jednak, stwierdzając, że dawanie świadectwa jest jego obowiązkiem. Karski ma w filmie pozycję wyjątkową: nie jest bowiem ani tym, który był ofiarą, ani tym, który mordował, ani tym, który jedynie patrzył. Karski patrzył i dał świadectwo, a jego słowa – nie mogące oddać tego, co zobaczyły oczy – stały się nośnikami pamięci o tych, którzy zginęli.

 

Płyta gramofonowa

Karski wielokrotnie nazwał samego siebie płytą gramofonową. Tym autorskim uprzedmiotowieniem posługiwał się w publikowanych tekstach i udzielanych wywiadach. Wydawać by się mogło, że odnosił się w ten sposób do swojej doskonałej pamięci, o której już od pierwszych chwil pracy jako kuriera krążyły legendy – potrafił przecież zapisać w głowie, a później bezbłędnie odtworzyć niezliczoną ilość nazwisk, charakterystyk, adresów, wypowiedzi, również własnych konspiracyjnych tożsamości. Kategoria ta jednak bardziej odnosiła się do sposobu, w jaki Karski postrzegał swoją rolę dyplomatyczną i ewentualny wpływ na wydarzenia polityczne. Nie czuł się bowiem podmiotem podejmowanych misji, a jedynie nośnikiem opinii i dyspozycji: często podkreślał, że nie tyle przemieszczał się pomiędzy Warszawą, Paryżem, Angers, Londynem i Waszyngtonem, co był pomiędzy tymi ośrodkami przerzucany. Jego życiem, jak uważał, rządził przypadek, a on samym był nic nie znaczącym elementem w skomplikowanym mechanizmie historii. Żywił zresztą przekonanie, że w ten właśnie sposób traktują go wszyscy, zarówno reprezentanci ugrupowań politycznych w Podziemiu, jak i dowódcy polscy pozostający na emigracji.

Przekonanie to stało się źródłem nieporozumienia pomiędzy nim i generałem Władysławem Sikorskim. W 1942 roku Karski przyjechał do Londynu, by spotkać się z premierem i innymi przedstawicielami rządu, miał im przekazać informacje dotyczące rozkładu sił politycznych w Podziemiu. Przygotowany w ten sposób raport nie był osobistą wizją Karskiego, a jedynie zbiorem cytowanych dosłownie opinii - gdy któreś ugrupowanie prezentowało się Karskiemu jako to o najmocniejszej pozycji, emisariusz nie poddawał tej opinii krytyce. Sikorski nieświadomy tego, że Karski jedynie powtarza przekazane mu informacje oskarżył go o wprowadzanie chaosu w i tak skomplikowane już relacje między rządem na uchodźctwie a stronnictwami politycznymi w kraju i na emigracji. Karski musiał wszystko odkręcać, zostało w tym celu zwołane również specjalnie posiedzenia rady ministrów. 

W 1943 roku podczas spotkania z Emerym Reevesem, swoim agentem literackim, Karski powiedział, że nikt nie przeczyta jego książki, bo któż by się interesował wspomnieniami gramofonowej płyty. Reeves ironicznie odpowiedział na tę uwagę, że on nie prowadzi sklepu z płytami, tylko sprzedaje autorów.

 

Filmowiec

Pierwsze wzmianki o tym, że Karski – na zlecenie rządu emigracyjnego – miał się zająć stworzeniem filmu o Podziemiu pojawiają latem 1943 roku. Już wtedy spotykając się z amerykańskimi rozmówcami Karski przekonywał ich, że w wojennej kinematografii brakuje obrazu dotyczącego sytuacji w Polsce. Planowany film miał mieć charakter propagandowy i przedstawiać walkę z nazistami. Chodziło przede wszystkim o to, by polską sytuację pokazać w wyjątkowy sposób, podkreślając bohaterską postawę wobec Niemców. W jednym ze swoich raportów Karski pisał, że wszystkie inne kraje miały swoich Quislingów, a Polska nie. Norweski kolaborant podczas II wojny światowej, był dla niego symbolem niegodziwości.

Scenariusz filmu o Polsce podziemnej miał zostać oparty na walce dwóch grup: jednej, bezkompromisowej, która nie bierze pod uwagę żadnej formy kolaboracji z nazistami (tutaj bohaterami mieli być robotnicy, chłopi, inteligencja oraz ksiądz) i drugiej, która bojąc się zbyt dużych strat w ludności rozważa współpracę z III Rzeszą (kolaborantów mieli reprezentować biskup, intelektualista oraz polityk). Film, opowiadający o działaniach zbrojnych Podziemia, miał być bogaty we wzruszające epizody i akty rozpaczy. Wszystko po to, by widz, wychodząc z kina, odczuwał zawstydzenie, iż nie był wcześniej świadomy tak szlachetnej postawy Polaków.

Karski wierzył, że przygotowany w ten sposób materiał pomoże Polsce w trakcie pokojowej konferencji po zakończeniu wojny. Niestety do końca 1943 roku nie udało się znaleźć producenta i zebrać funduszy potrzebnych na realizację. W 1944 Karski wrócił do tematu, a projekt jego autorstwa zyskał aprobatę rządu w Londynie. Aprobata ta nie niosła za sobą jednak żadnych finansowych nakładów. Minister Spraw Zagranicznych Tadeusz Romer filmowe plany Karskiego nazwał „drogą imprezą”, o którą jego zdaniem powinni się martwić przede wszystkich Karski i ambasador Ciechanowski. Z każdym tygodniem w 1944 roku plany filmowe stawały się coraz bardziej niemożliwe, aż w końcu zostały zawieszone. Wtedy Karski zajął się pisaniem książki. Story of a Secret State zostało pomyślane jako tańsze działanie zastępcze.

 

Pisarz

Jan Karski został pisarzem przez przypadek, w wyniku zakończonych fiaskiem planów filmowych, podejmowanych od połowy 1943 roku. Pomyślana jako działanie zastępcze książka miała spełnić funkcje propagandowe oraz z jednej strony, otworzyć drzwi do redakcji najważniejszych amerykańskich czasopism, a z drugiej – umożliwić powtórną próbę skontaktowania się z filmowymi producentami z Hollywood. Ta ostania kwestia okazała się niemożliwa, ale sukces wydawniczy Story of a Secret State przeszedł najśmielsze oczekiwania. Praca nad książką trwała 8 tygodni, od połowy czerwca do końca lipca 1944 roku. Maszynopis początkowo zawierał 1000 stron, liczba ta jednak została zredukowana o ponad połowę. Karski podpisał umowę z agentem literackim Emerym Reevesem i to on zajął się promocją książki. Maszynistką i pierwszą redaktorką została Krystyna Sokołowska. Pisząc Story of a Secret State Karski musiał przestrzegać wielu typowo pisarskich zadań: mieszać fikcję z faktami, fałszować rodzinną historię i przeinaczać własną biografię. Wszystko po to, by podziemnym działaczom w Polsce i członkom swojej rodziny zapewnić bezpieczeństwo. Z kolei ze względu na ówczesne relacje amerykańsko-rosyjskie i decydujące wydarzenia na frontach wojennych nie wolno mu było wspominać o agentach i partyzantach sowieckich. Dodatkowo, zgodnie z oczekiwaniami swojego reprezentanta, mógł jedynie posługiwać się pierwszą osobą liczby pojedynczej i przedstawiać tylko to, co widział na własne oczy.

W sierpniu 1944 roku Karski został zaproszony na kolację do Edwarda O. Houghtona, właściciela wydawnictwa Houghton Miffin Co. Gospodarzowi bardzo spodobał się manuskrypt Karskiego, zapytał go jednak, dlaczego nie poruszył spraw związanych z życiem osobistym. Karski odpowiedział, że nie mógł poruszyć, bo żadnego życia prywatnego nie miał. Houghton zasugerował wtedy, że dla czytelnika takie przemilczenie może oznaczać skrywany homoseksualizm. „Słowo honoru, że nie ma takiego sekretu” – zakończył dyskusję Karski.  

Już na etapie przedruku pierwszych fragmentów prasa amerykańska wykazała ogromne zainteresowanie Story of a Secret State, Karski stał się osobą publiczną, a pozytywne recenzje pojawiły się między innymi w „New York Times’ie” i „New York Herald Tribune”.

 

Celebryta

W 1944 roku Karski napisał i wydał Story of a Secret State. Książka ukazała się 28 listopada, 4 dni po tym jak Mikołajczyk złożył dymisję z funkcji szefa rządu, załamany konsekwencjami konferencji teherańskiej. Tekst był co prawda pisany jako element walki propagandowej, mającej na celu ochronę Polski przed wpływami sowieckimi, ale jego publikacja okazała się zbyt późna żeby wpłynąć na bieg wydarzeń.

Agentem literackim Karskiego został Emery Reeves, pisarz, wydawca, agent literacki i przyjaciel Churchilla, założyciel antynazistowskiego wydawnictwa "Cooperation Publishing Service". Reeves prywatnie był mężem amerykańskiej modelki Wendy Russel, z którą mieszkał w domu zaprojektowanym przez Coco Channel. Story of a Secret State miało bardzo dobry odbiór, w pierwszych dniach sprzedano 50 tys. egzemplarzy, wydawnictwo zdecydowało się na gigantyczny dodruk – 350 tys. Karski miał dziesiątki spotkań z czytelnikami w całym kraju, recenzje pojawiły się nie tylko w najważniejszych, wysokonakładowych magazynach, ale też były publikowane w prasie lokalnej. Kupiono prawa do tłumaczenia książki na francuski, norweski i szwedzki. W październiku 1945 roku Story of a Secret State ogłoszono książką miesiąca – wyróżnienie zostało wręczone Karskiemu podczas gali w nowojorskim hotelu Waldorf-Astoria, gdzie przemawiał obok Shirley Temple i J. Williama Fulbrighta. Za swoje wystąpienie otrzymał więcej braw nawet od Shirley Temple.

Wszystko zmieniło się 5 lipca 1945 roku, kiedy rząd amerykański cofnął uznanie dla rządu polskiego w Londynie, a ambasada RP w Waszyngtonie została obsadzona przedstawicielami Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej. Karski skrytykował decyzje jałtańskie oraz rolę Ameryki w ostatnich wydarzeniach. Jeszcze przez chwilę był zapraszany na kolacje do domów konserwatywnych, antykomunistycznych bogaczy, wśród nich pojawiły się takie nazwiska jak Dupont (wielka dynastia przemysłowa), Vanderbilt, Bacon, Bliss, Fowler i Mason, ale z czasem wytworne kolacje zmieniły się w niezobowiązujące cocktaile, a autor Story of a Secret State utracił wcześniejszą pozycję. Wraz z formowaniem się powojennego porządku na świecie w Stanach zaczęły pojawiać się opinie oraz artykuły, w których o Karskim pisano jako przesadnym polskim nacjonaliście, a jego postawę wobec Rosji oceniano jako niezrozumiałą.

 

Amerykanin

Po sfałszowanych przez władze komunistyczne i przegranych w 1947 przez Mikołajczyka wyborach parlamentarnych w 1947 roku Karski zdecydował się zostać w Stanach Zjednoczonych. Mimo, że  był bliskim współpracownikiem Mikołajczyka, lider ludowców nie chciał go sprowadzać do Polski, bał się bowiem, że byłego emisariusza czekają tortury i śmierć z rąk komunistów. W Ameryce otrzymał stypendium, potem w 1954 roku obywatelstwo, a w 1957 objął posadę wykładowcy na Uniwersytecie Georgetown w Waszyngtonie. Łącznie w Stanach przeżył ponad 50 lat, więcej niż przed i w czasie wojny w swoim rodzinnym kraju. Po raz pierwszy od zakończenia wojny przyjechał do Polski w latach 70. – już jako Amerykanin i stypendysta Fundacji Fulbrighta.

Z powodu kiepskiej sytuacji finansowej powojenne życie Karskiego w Stanach Zjednoczonych wpisało się w schemat amerykańskiego snu. Pieniądze, które udało mu się zgromadzić dzięki publikacji Tajnego państwa skończyły się,  autor bestsellera musiał zacząć wszystko od początku. Część wynagrodzenia wydał na sprowadzenie do Kanady swojego brata, Mariana Kozielewskiego i jego żony. Jak twierdzą niektóre źródła, również dwóch innych braci opuściło Polskę dzięki Karskiemu. Przez kilka lat zajmował się remontowaniem i sprzedażą odnowionych domów. Sytuacja uległa zmianie dopiero za przyczyną ówczesnego prezydenta Uniwersytetu Georgetown – Edmunda Walsha, który w 1948 roku przyznał Karskiemu specjalne stypendium naukowe w wysokości 200 dolarów miesięcznie. Dzięki niemu Karski ponownie został studentem i jak wspominał po latach, był to czas, kiedy zapomniał o świecie i ludziach, były tylko studia. Po trzech i pół roku obronił pracę doktorską, a w dzień ceremonii wręczenia dyplomu rektor uczelni zaproponował mu posadę nauczyciela akademickiego, którą Karski przyjął.

Rozczarowany starym kontynentem z czasów II wojny światowej zakochał się w Ameryce. Nowy kraj stał się dla niego nie tyle drugą ojczyzną, co przede wszystkim ziemią obiecaną. Mówił o nim, że jest wyjątkiem wśród nowoczesnych społeczeństw oraz najpiękniejszym darem, jaki Pan Bóg dał ludzkości. Zaangażowanie militarne, podejmowane przez rząd USA oceniał pozytywnie. Według Karskiego naród amerykański przyszedł z pomocą, kiedy Europejczycy wywołali pierwszą i drugą wojnę światową, uratował również stary kontynent od imperializmu niemieckiego i sowieckiego oraz pomógł setkom tysięcy nielegalnych imigrantów. Karski nigdy nie skrytykował publicznie żadnego elementu polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych. Na wykładzie na Uniwersytecie Warszawskim w maju 1998 roku powiedział, że charakter amerykańskiej ekspansji jest inny niż ekspansje wielkich mocarstw w przeszłości i ma charakter pozytywny – wyzwolicielski.

 

Profesor

Ponieważ Amerykanie nie uznali jego dwóch dyplomów magisterskich z Polski, po wojnie, w wieku 35 lat, Karski był zmuszony po raz drugi iść na studia. Bardzo szybko, bo zaledwie w 3 lata napisał i obronił doktorat, po czym w roku 1948 objął stanowisko profesora na Wydziale Służby Zagranicznej na Uniwersytecie Georgetown. Spędził tam 45 lat wykładając stosunki międzynarodowe oraz teorię i praktykę komunizmu w Europie Środkowo-Wschodniej. Do lat 80. nikt nie wiedział, kim był podczas wojny, a swój autorytet oraz wyjątkową pozycję zbudował od zera. W tym samym czasie, jako nauczyciel spełniał się również prowadząc wykłady dla Pentagonu o problemach politycznych i społeczno-ekonomicznych Europy Wschodniej.

Jego byli uczniowie wspominają go jako charyzmatyczną postać. Był tak przekonujący w swoich wykładach i tak był w nie zaangażowany, że na uniwersytecie krążyła plotka, że jest komunistą. Nie korzystał z żadnych notatek, cytując z głowy również wypowiedzi omawianych postaci. W swoim sposobie myślenia łączył różne dyscypliny, od filozofii, przez nauki polityczne, aż po historię.

W 1965 r. mówił studentom o „Liście otwartym do członków PZPR”, napisanym przez Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego. W 1968 – o wydarzeniach marcowych, w których Kuroń odegrał istotną rolę. W 1976 roku Karski rozpoczął rok akademicki obwieszczając, że w Polsce powstał właśnie Komitet Obrony Robotników. Było nie do pomyślenia, aby zdać egzamin u niego nie wiedząc, kim jest Michnik, Kuroń i Modzelewski. Z czasem dołączyło do nich również nazwisko Lecha Wałęsy. W zestawieniach najlepszych wykładowców Uniwersytetu Georgetown często zajmował pierwsze miejsce. Po odejściu Karskiego na emeryturę jego miejsce zajęła Madelaine Albright.

 

Historyk

W 1953 roku Jan Karski obronił doktorat z nauk politycznych na Georgetown University w Waszyngtonie. W swojej pracy Material Towards A Documentary History of the Fall of Eastern Europe (1938-1948) próbował zrozumieć sytuację Polski po wojnie. Chciał, jak wspominał wiele lat później, dowiedzieć się, jakie mechanizmy i decyzje polityczne wpłynęły na wojenną klęskę Polski. Myśl o przegranej (wynikającej nie tylko z porażki militarnej ale i z decyzji Churchilla, Roosevelta i Stalina) nie dawała mu spokoju.  Jego motywacje jako historyka miały charakter osobisty – przecież tym, który próbuje historię opisać stał się w następstwie bycia tym, który ją tworzył.

Karski nie zdecydował się jednak na publikację swojego tekstu, choć przez wiele lat nie przestawał o nim myśleć. W 1974 roku otrzymał roczne stypendium Fundacji Fulbrighta, dzięki czemu miał możliwość nadrobienia braków źródłowych. Przeprowadził wtedy pogłębione badania w archiwach w Europie, w tym najbardziej rewolucyjne dla jego myślenia okazały się dokumenty niemieckie. Odkrył w nich między innymi istnienie tajnego porozumienia pomiędzy Berlinem i Moskwą, obowiązującego do czasu dojścia Hitlera do władzy, na mocy którego ani Niemcy ani Rosja nie uznawały niepodległości Polski i jej międzywojennych granic. Od 1974 roku Karski nieprzerwanie pracował nad uzupełnieniem swojej pracy doktorskiej. W efekcie powstało 700 stronicowe dzieło, najpierw wydane w Stanach w roku 1985, a następnie 3 lata w drugim obiegu w Polsce pod tytułem Wielkie mocarstwa wobec Polski, 1919-1945. Od Wersalu do Jałty. Później pojawiły się również Tajna dyplomacja Churchilla i Roosevelta w sprawie Polski: 1940-1945 (wyd. 1995) oraz Polska powinna stać się pomostem między narodami Europy Zachodniej i jej wschodnimi sąsiadami (wyd. 1997). Nota biograficzna w amerykańskim wydaniu Wielkich mocarstw zawierała niewiele informacji na temat życia Karskiego, zaledwie tyle, że był autorem popularnego latach 40. Tajnego Państwa, prowadził działalność w czasie wojny oraz zasadził drzewo w Jerozolimie w Alei Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. 

Karski jako historyk okazał się być badaczem niezwykle krytycznym, np. źle oceniał nie tylko decyzje Roosevelta i Churchilla (oskarżał ich o uległość wobec Stalina), ale zwracał również uwagę na błędy premiera Mikołajczyka (który z kolei całkowicie poddawał się woli Roosevelta). Polska, choć nie pozbawiona marginesu wyboru, jawi się w książce Karskiego jedynie jako przedmiot polityki państw mocniejszych od siebie, funkcja zmieniających się stosunków między nimi. Jedynym momentem, kiedy według autora Wielkich mocarstw Polacy zadecydowali samodzielnie o swoim losie była wojna bolszewicka lat 1919-20 i wersalska konferencja pokojowa – Stany Zjednoczone, jak pisze Karski, „rzuciły wówczas na szalę swój autorytet w sprawie w Polski z powodów innych niż własne interesy”.

Oprócz historyka-autora książek i wykładowcy Karski pełnił również funkcję historyka-archiwisty. W 1945 roku Karski zaczął współpracować z Biblioteką Hoovera (dziś nazywaną Instytutem Hoovera ds. Wojny, Rewolucji i Pokoju) i na jej zlecenie zajął się archiwizacją tysięcy dokumentów i źródeł historycznych dotyczących ruchów podziemnych okresu wojny oraz działania rządów na uchodźstwie. Jego zadaniem było kontaktowanie się z placówkami zagranicznymi, konsulatami i ambasadami krajów, które stanowiły strefę wpływów Rosji i zabezpieczenie oraz przewiezienie do Stanów Zjednoczonych z Wielkiej Brytanii, Francji, Szwajcarii i Włoch materiałów, przekazanych mu dobrowolnie przez pracowników (lub byłych pracowników) tych placówek. Hoover był przekonany, że wyzwolenie wschodniej Europy prze Armię Czerwoną nie tylko doprowadzi do politycznych zmian, ale może grozić również utratą i fałszowaniem źródeł historycznych. Karskiemu udało się w ten sposób zabezpieczyć między innymi kolekcję materiałów pozostawionych w Rzymie przez generała Andersa. Współpraca ta trwała do końca życia Karskiego – jeszcze w roku 1999 Karski przekazał Instytutowi Hoovera ostatnią przesyłkę z osobistymi dokumentami.

 

Publicysta

Karski zadebiutował jako publicysta w 1983 roku ogłaszając w paryskiej „Kulturze” razem z dwoma innymi kurierami z czasów II wojny światowej  (Jerzym Lerskim i Janem Nowakiem-Jeziorańskim) oraz trzema działaczami żydowskimi (Michałem Borwiczem, Józefem Lichtenem i Szymonem Wiesenthalem) apel o poprawę stosunków polsko-żydowskich. W 1985 roku premierę miał Shoah Claude’a Lanzmanna, film, który spotkał się w Polsce z oskarżeniami o antypolską wymowę. W efekcie obydwóch wydarzeń Karski stał się po raz drugi w życiu osobą publiczną oraz ważnym uczestnikiem dyskusji na temat antysemityzmu w Polsce. W 1998 roku zabrał głos w kwestii krzyży ustawionych na terenie tzw. Żwirowiska, stanowiącego integralną część byłego KL Auschwitz, przekonując do ich usunięcia.

Z kolei w 1995 roku przyjął zaproszenie na inaugurację prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego. Na kilka dni przed jego przyjazdem do Polski Zofia Korbońska, Jan Nowak-Jeziorański i Władysław Bartoszewski opublikowali w prasie list, w którym zarzucili mu sprzeniewierzenie się dawnym ideałom. Cała trójka nie mogła zrozumieć, że były emisariusz Państwa Podziemnego okazuje sympatię rządzącej koalicji, w której skład weszli postkomuniści. Karski natomiast widział się w roli ambasadora Polski. Uważał, że poparcie i sympatia należą się każdemu rządowi wyłonionemu w drodze wolnych, demokratycznych wyborów. Popularyzując polski rząd, w swoich tekstach i udzielanych wywiadach, Karski chciał wzmacniać jego pozycję na arenie międzynarodowej, a nawet legitymizować go w konserwatywnych środowiskach amerykańskich.

Również w 1995 roku na łamach Gazety Wyborczej udzielił wywiadu, w którym przekonywał, że pomimo powojennej historii Polska nie powinna psuć sobie stosunków na wschodzie. Dla Polski mniej ważne jest wejście do NATO, tłumaczył wtedy, niż dobra relacja dyplomatyczna z Rosją. Przekonanie Karskiego opierało się na założeniu, iż dla krajów zachodnich, nawet jeśli okazują sympatię Polsce, ważniejsza jest Rosja (zdania te Karski wypowiadał kilka dni po słynnym szczycie Clinton-Jelcyn). Karski stawiał się także w roli mediatora pomiędzy Polską i Litwą oraz Polską i Ukrainą. Uważał, że mity dotyczące stosunków międzynarodowych we wschodniej Europie wymagają zrewidowania. Przypominał, że tylko z polskiej perspektywy Polacy jawią się jako dostarczyciele kultury i wyzwoliciele na wschodzie, skoro w tradycji litewskiej panuje przekonanie, że Polacy chcieli ich wynarodowić, a Ukraińcy czuli się w przeszłości wykorzystywani przez swoich zachodnich sąsiadów. Postawy te Karski oceniał jako krzywdzące i stereotypowe, był zdania, że tylko walka z nimi można przynieść konkretny, polityczny, dobry dla obu stron rezultat.  

 

Chrześcijański Żyd

Wychowany w katolickiej, bardzo tolerancyjnej rodzinie (której nieobca była lewicowa świadomość społeczna) Karski jednocześnie dorastał w bliskim sąsiedztwie kultury żydowskiej, ucieleśniając w ten sposób ideały wielokulturowej, międzywojennej Łodzi. Tradycja żydowska stała się jeszcze bardziej obecna w jego życiu po wojnie, w rezultacie podjętej misji  Tożsamość religijna Karskiego była właściwie podwójna – sam siebie przecież nazywał chrześcijańskim Żydem, a pomordowanych w obozach koncentracyjnych Żydów uważał za swoją rodzinę.

 W 1965 roku Karski poślubił żydówkę, Polę Nireńską, ale to ona, nie będąc ortodoksyjnie wierzącą, dokonała konwersji i stała się katoliczką. Sprawy żydowskie pozostały dla niego ważne już do końca życia, również z powodu tego małżeństwa. Pola Nireńska była tancerką i choreografką, w przedstawieniach, które współtworzyła zajmowała się kwestią pamięci, jej ostatnie prace poświęcone były tematowi Holocaustu. W 1992 roku popełniła samobójstwo.   

Karski niejednokrotnie w prasie piętnował antysemityzm i żądał szacunku dla miejsc męczeństwa Żydów w Polsce. W 1994 roku otrzymał honorowe obywatelstwo państwa Izrael. Dzień nadania obywatelstwa był, z religijnego punktu widzenia, najważniejszym dniem w jego życiu. Przyjmując je Karski powiedział, że wydarzenie to miało dla niego charakter powrotu do źródeł.

Karski był człowiekiem głęboko religijnym, jego wiara nie została zachwiana nawet wojenne doświadczenia, pobyt w obozie w Izbicy i Getcie Warszawskim. Nauka Kościoła zawsze zajmowała ważne miejsce w jego życiu prywatnym oraz stanowiła istotny punkt odniesienia w działalności publicystycznej. Kategorie religijne były przez Karskiego używane na takiej samej zasadzie, co terminologia historyczna, czy polityczna. Na przykład mówiąc o historii Europy w XX wieku i próbując wyjaśnić pochodzenie zła, mówił, że stworzeni przez Boga ludzie posiadają sumienia, ale narody, stworzone przez człowieka, już nie. Obozy koncentracyjne były dla niego miejscem, w którym wydarzył się przede wszystkim drugi grzech pierworodny, a rolę świadka i emisariusza wyznaczył mu Bóg.

 

Bohater literacki

W 2009 roku francuski pisarz Yannick Haenel wydał książkę, której głównym bohaterem uczynił Jana Karskiego. Książka zatytułowana Jan Karski składa się z 3 części: pierwsza inspirowana jest wypowiedziami polskiego emisariusza (źródłowy materiał stanowi tutaj Shoah Clauda Lanzmanna), druga jego tekstami (w tej części Haenel sparafrazował fragmenty z Tajnego Państwa), trzecia natomiast, budząca najwięcej kontrowersji, to fikcyjny monolog wewnętrzny Karskiego, w którym Haenel podejmuje temat powojennego milczenia swojego bohatera.

Karski - bohater literacki książki Haenela jest człowiekiem zgorzkniałym, nienawidzącym Ameryki za jej decyzje z czasów II wojny światowej i spędzającym bezsenne noce na rozmowach z duchami Holocaustu. Jest nieposkromionym romantykiem, a Polska ostatnim bastionem wartości i opuszczonym przez wszystkich ideałem oporu.  Fikcja ta, często stojąca w sprzeczności z wypowiedziami samego Karskiego, została podporządkowana odgórnej idei – Haenelowi zależało na stworzeniu nieskazitelnej etycznie, jednoznacznie dobrej postaci, która poświęciła całe swoje życie na ratowanie Żydów.

Publikacja książki we Francji, a później pojawienie się polskiego tłumaczenia (ukazało się ono bardzo szybko, bo w roku 2010) wywołała polsko-francuską burzę medialną, której finałem była kłótnia pomiędzy Haenelem oraz Lanzmannem, reżyserem Shoah. Obydwie strony zarzucały sobie manipulacje faktami biograficznymi i historycznymi. Debatując o Janie Karskim Haenela Polska i Francja rozmawiały o wzajemnych uprzedzeniach i historycznym rodowodzie wizerunku Polaka-antysemity.         

W tym samym czasie w Polsce ukazał się również inny tekst poświęcony Karskiemu. Książka Jerzego Korczaka Karski. Opowieść biograficzna gatunkowo sytuuje się pomiędzy powieścią fabularną i reportażem historycznym, wzbogaconym o publikowane po raz pierwszy listy Jana Karskiego do autora. Jej bohater, opowiadający o swoich losach w pierwszej osobie, to z kolei 28-letni idealista, który w wyniku kolejnych wojennych doświadczeń traci wszelkie złudzenia. Na początku powieści widzimy człowieka młodego, zdesperowanego oraz przepełnionego wiarą, że uda mu się powstrzymać Holocaust. Koniec książki przynosi portret jednostki rozczarowanej ludzką obojętnością oraz interesownością, głuchą na najgorsze zbrodnie wojenne.